Zespół Wolfa – Hirschhorna, czyli uszkodzenie 4 chromosomu, to jeden z cięższych syndromów genetycznych. Dzieci są znacznie upośledzone umysłowo i ruchowo, mają obniżoną odporność, przez co często goszczą w szpitalach. Mają charakterystyczne twarze, cierpią na łamliwość kości, znaczne rozszczepy podniebienia, często muszą być karmione sztucznie, około 30 proc. nie dożywa drugich urodzin. Mimo to cała rodzina Suchockich szybko otrząsnęła się z pierwszego szoku i stara się żyć jak najbardziej zwyczajnie. Często wyjeżdża w góry i bliższe Olsztynowi plenery, tata Marcin wnosi Zuźkę w chustce nawet na wysokie szczyty. – Mąż w przeciwieństwie do niektórych ojców niepełnosprawnych dzieci bardzo sprawdził się w trudnych chwilach. Nigdy nie miał problemu z akceptacją córki, wspaniale się nią opiekuje, potrafi nawet sondę założyć. Mamy jeszcze starszego zdrowego syna Jaśka, który uwielbia siostrę - tłumaczy Marta Suchocka. - Pojawienie się Zuzi nie zmieniło radykalnie naszego życia, no może poza tym, że musiałam zrezygnować z pracy. Jesteśmy szczęśliwą rodziną, która mam nadzieję niedługo się powiększy.
O dalszej przyszłości rodzice Zuzi nie chcą myśleć. – Nikt z nas nie wie, co go za jakiś czas spotka. Zuzia miała umrzeć wkrótce po narodzinach, a żyje do dziś i ma się całkiem dobrze. Chodzi od września do przedszkola specjalnego w Zespole Placówek Edukacyjnych, z którego jesteśmy bardzo zadowoleni, bo widzimy, że świetnie się tam Zuźką opiekują, uczą nowych umiejętności - mówi ze spokojem Marta Suchocka. - Tych, kogo interesuje nasza codzienność, zachęcamy do czytania bloga: http://zuziasuchocka.wordpress.com/ Wszystkie dzieci, czy niepełnosprawne czy zdrowe, muszą być tak samo kochane. Nikomu tak naprawdę w życiu nie jest łatwo, ale musimy dawać radę. Dla nas, dla naszych dzieci.
