Szkoła bez kagańca, czyli gdzie edukować dzieci z autyzmem

Jaś Jaworski w szkole specjalnej odżył. Na zdjęciu z wychowawczynią Elżbietą Andrulonis.
Jaś Jaworski w szkole specjalnej odżył. Na zdjęciu z wychowawczynią Elżbietą Andrulonis. ZPE Olsztyn
Pani syn nie nadaje się do tej szkoły, chyba że będzie chodził w kagańcu - usłyszała na zebraniu w szkole masowej matka dziecka z autyzmem. W teorii dzieci z lżejszą odmianą tej choroby mogą się kształcić się w zwykłych szkołach. W praktyce placówki są najczęściej nieprzygotowane na przyjęcie "innego" ucznia. Jak większość społeczeństwa zresztą.

Jan Jaworski ma 12 lat i zespół Aspergera, lżejszą postać autyzmu. Chodzi do szóstej klasy szkoły podstawowej w Zespole Placówek Edukacyjnych w Olsztynie. Jeszcze niedawno był uczniem szkoły masowej- typowego kombinatu w blokowisku średniej wielkości miasta. Odbiegał nieco od ogólnych standardów, był więc wyszydzany i szykanowany. - Że przez rówieśników, to jeszcze rozumiem. Gorzej, że także przez rodziców i nauczycieli - mówi jego mama Zofia Jaworska. - Na przykład: gdy wybiegał z klasy albo chował się pod stół, pani mówiła głośno, że jest dzikusem, a dzieci się śmiały. Źle się z tym czuł, zamykał w sobie. Któregoś dnia powiedział do mnie "Wiesz mamo, ja jestem głupi".


Chłopak jest nadwrażliwy na dotyk. Wystarczy, że w starej szkole dzieci lekko go trąciły, a zaczynał krzyczeć. W rewanżu, a może i dla zabawy, był więc szturchany coraz częściej. Zaczął więc gryźć agresorów i siebie, do nadwrażliwości doszła autoagresja. - Wtedy rodzic jednego z dzieci powiedział mi na zebraniu klasowym, że mój syn powinien chodzić w kagańcu. I że powinnam zabrać go ze szkoły, bo przeszkadza normalnym uczniom - wspomina Zofia Jaworska.

W niesprzyjającym otoczeniu niepożądane zachowania nasilały się, a wprost proporcjonalnie do nich szykany kolegów. Błędne koło przerwała dopiero interwencja jednej z nauczycielek. Kobieta zasugerowała, że Jan cierpi na ADHD i skierowała do punktu konsultacyjnego przy ZPE w Olsztynie. Wyniki badań nie pozostawiały wątpliwości: chłopak nie jest dzikusem, nie jest głupi, ma "jedynie" zespół Aspergera. Rodzice zdecydowali o przeniesieniu go do ZPE i była to bardzo dobra decyzja. W czteroosobowej klasie, w otoczeniu specjalistów, trudne zachowania szybko ustąpiły. Podniosła się też samoocena. - Jan już nie ucieka, nie przejawia autoagresji. Otworzył się, mówi o swoich emocjach, chętnie uczestniczy w apelach i innych szkolnych wydarzeniach - mówi Elżbieta Andrulonis, wychowawczyni chłopca. - Dobrze się tu czuję - przytakuje on sam. - Nikt mnie nie zaczepia, nie dokucza. Wszyscy są bardzo mili.

Teoretycznie uczniowie z lżejszą postacią autyzmu mogą się uczyć w szkołach masowych. W przypadku tych gorzej funkcjonujących nikt nie ma wątpliwości, że szkoła specjalna jest najlepszym, czasem jedynym rozwiązaniem. Jednak gdy dziecko ma tzw. normę intelektualną i niewiele trudnych zachowań, pojawiają się wątpliwości. Niestety praktyka pokazuje, że szkoły "zwyczajne" nie są z reguły przygotowane do edukowania uczniów z problemami. Jan Jaworski nie jest wyjątkiem, w ZPE uczy się wiele innych dzieci po przykrym epizodzie ze szkołą masową. - Wybór szkoły należy zawsze do rodzica - podkreśla Agnieszka Jabłońska, dyrektor ZPE w Olsztynie. - Należy jednak pamiętać, że uczniowie z normą intelektualną także w szkole specjalnej przerabiają ten sam program co w szkole masowej, inne są jedynie metody i formy nauki. Nieduże klasy, zajęcia dostosowane do potrzeb uczniów, a przede wszystkim atmosfera, w której czują się bezpiecznie.

Agnieszka Jabłońska przyznaje, że szkoły masowe przeważnie nie są dostosowane do potrzeb edukacyjnych dzieci z autyzmem. - Należy to jednak zrozumieć. Tam jest wielu uczniów, nauczyciele nie zawsze orientują się w problemie, często zwyczajnie nie wiedzą jak postąpić - mówi dyrektor ZPE.
Żeby to zmienić, współpracujące z ZPE stowarzyszenie organizuje szkolenia o autyzmie i zespole Aspergera dla nauczycieli szkół masowych, rodziców, ogólnie osób zainteresowanych tematyką. Najbliższe odbędzie się w nadchodzącą sobotę i od dawna wszystkie miejsca są zajęte. - Nasze szkolenia są również platformą wymiany myśli i poglądów między rodzicami i nauczycielami, w pewnym sensie rodzajem terapii. Co mnie osobiście cieszy, przychodzi na nie również wielu studentów pedagogiki, przyszłych nauczycieli. Dlatego jest nadzieja, że w przyszłości szkoły masowe lepiej będą sobie radzić z problemem autyzmu. Mam również nadzieję, że w przyszłości zmieni się ogólne nastawienie społeczne do niepełnosprawnych. Bo to jest tak naprawdę najważniejsze - podsumowuje Agnieszka Jabłońska.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SzkołyEdukacjaAutyzmObyczaje
Skomentuj